Ostatni będzie karaluch.

Oczywiście nie wiem, czy ktokolwiek to przeczyta, ale nadzieja umiera ostatnia.
Przedostatnia.
Ostatni będzie umierał karaluch.

Założyłam bloga, bo mnie Kaśka, no wiecie Szczera Kaśka, co to serce ma na dłoni, namówiła. Fakt, że mocno nie musiała namawiać, bo odkąd jestem porzucona okrutnym porzuceniem, to mam szczerą potrzebę wygadania się.
A jak już zacznę, to klękajcie narody - bo na stojąco nikt tyle gadania nie zniesie.
I zamysł był pierwotny, żeby o tym porzuceniu okrutnym do  granic porzucenia pisać, ale wiem, że nie dam rady, bo zaraz wdam się w dyskusję sama ze sobą, potem zacznę głupkowato chichotać, a potem nikt już nie wie, co mogę napisać.

Ale tutaj mogę, w sumie, co mi się podoba.
Wleźliście na własną odpowiedzialność, ale podpowiem, że w Internecie wszelkie problemy można rozwiązać za pomocą kombinacji klawiszy Alt+ F4.

Zacznę od środkowego początku...


Komentarze

Best of the best from the best